Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

11 czerwca 2020
Możliwość komentowania Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa została wyłączona

         

         

         

         

      Trudno jest współczesnemu człowiekowi uwierzyć w realną obecność Boga w Komunii św. Na co dzień zbyt mocno tkwimy w realiach tego świata. Świat Boga i Jego Nadprzyrodzoność stają się dla nas nie do pojęcia i niezrozumiałe.

       W Biblii, Jezus ukazuje się nam jako prawdziwy chleb z nieba, przewyższający cudowną mannę z czasów przejścia Izraelitów przez pustynię. Mówi  nam: “Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata”. Żydzi buntują się mówiąc: “Jak On może nam dać swoje ciało do spożycia”. W odpowiedzi na to Jezus mówi coś więcej, że spożywanie Jego ciała i Krwi jest niezbędne, by mieć życie w sobie i to życie trwające na wieki. Uczniowie kiwają głowami i stwierdzają: “Trudna jest ta mowa”. Zaś ewangelista dodaje: „Odtąd wielu uczniów jego odeszło i już z nim nie chodzili”.

      Co prawda Apostołowie zostali, ale i oni nie rozumieli do końca trudnych słów Chrystusa. Bóg uwzględnia braki ludzkiej wiary, nie potępia niedowiarków, ale pragnie nam pomóc w zrozumieniu tej tajemnicy. Zna ludzkie słabości, o których Jezus powiedział: “Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie”. Po tych słowach Ewangelia pokazuje, że uczynił jeszcze jeden cudowny znak swej mocy, by wzmocnić ludzką wiarę. Taki był też sens cudu, który się dokonał we włoskiej Bolsenie, przy grobie św. Katarzyny.

      Cudowny znak został dany czeskiemu kapłanowi Piotrowi, pielgrzymującemu do Rzymu w 1263 roku. Pragnął on przy grobie swego patrona Apostoła Piotra, umocnić swoją osłabioną wiarę, zwłaszcza w obecność Chrystusa w Eucharystii, która w owym czasie przez wielu była kwestionowana. Gdy odprawiał Mszę św. w krypcie gdzie był grób męczennicy św. Katarzyny, podczas Komunii oniemiał. Z trzymanej w palcach Hostii, przeistoczonej już postaci Ciała Chrystusa, zaczęła skapywać krew pozostawiając na korporale widoczne ślady. Cudzoziemiec zadrżał, krzyknął, i padł zemdlony. Wyniesiono go do zakrystii i co dziwne zapomniano o nim, wszyscy bowiem pobiegli podziwiać pozostawiony na ołtarzu korporał z kroplami Krwi.

     W tym czasie niedaleko w Orvieto przebywał papież Urban IV. Wysłał on szybko tam swoich ekspertów, aby zbadali całą sprawę. Po stwierdzeniu prawdziwości, eksperci zabrali ze sobą relikwie i wyruszyli w drogę powrotną do Orvieto. Na ich spotkanie wyszedł papież, na moście di Rivochiaro (most Słońca) nastąpiło przekazanie korporału papieżowi, który podniósł go i ukazał wszystkim wiernym. To właśnie wydarzenie dało początek procesjom ku czci Ciała i Krwi Pańskiej.

    Święto Bożego Ciała dotarło do Polski w 1320 roku, czyli w czasach króla Władysława Łokietka. W naszej polskiej tradycji to święto miało związek z odwróceniem nieszczęść oraz uproszeniem pogody i błogosławieństwa plonów.

    „Oto wielka tajemnica wiary”. Słyszymy te słowa w istotnym momencie Mszy św., gdy złożone przez nas dary chleba i wina stały się Ciałem i Krwią Chrystusa. Tak wyznajemy Jego Tajemniczą obecność w Eucharystii. Widzimy Go tu nie cieleśnie, ale oczyma wiary. Bóg wkracza w nasz świat pod postacią rzeczy widzialnych. Aby więc Ciało i Krew Chrystusa były dla nas duchowym, boskim posiłkiem, podawane są nam jakby były zwykłym pokarmem i napojem nie pod postacią ciała i krwi, ale pod postaciami chleba i wina, ale jednak jest to Ciało i Krew Pańska.

       Dziwne jest jednak i paradoksalne, że ludzie wolą dziś wierzyć horoskopom, wróżbom, czarom, jakimś dziwnym przywódcom, a nie ufają do końca słowom Jezusa.

     W miasteczku Santarem położonym 50 km od Fatimy, żyła uboga kobieta cierpiąca z powodu swego niewiernego męża. Nie mogąc znieść dłużej tej udręki, udała się do wróżki, od której otrzymała obietnicę pomocy w zamian za konsekrowaną Hostię. Po długim wahaniu kobieta przyjęła komunię świętą w kościele św. Stefana i wyjąwszy ją z ust, owinęła w welon i skierowała się do wróżki. Po kilku krokach Hostia zaczęła krwawić tak obficie, że krople kapiące z welonu przyciągnęły uwagę przechodniów. Widząc zakrwawioną rękę, pośpieszyli kobiecie z pomocą, lecz ta pobiegła szybko w stronę domu, zostawiając za sobą ślady krwi. Chcąc ukryć zakrwawiony welon z Hostią, zamknęła ją w skrzyni. W nocy tajemnicze światło wydobywające się ze skrzyni oświetliło wnętrze domu i kobieta zmuszona była wyznać swój czyn przed mężem. Przejęci czcią padli na kolana, a nad ranem wezwali kapłana. Wieść o cudownym wydarzeniu rozniosła się po okolicy, przyciągając ogromne tłumy. Wkrótce potem władze kościelne zarządziły oficjalny proces. Cudowna Hostia została przeniesiona w procesji do kościoła św. Stefana, zamknięta w woskowej puszce i złożona w tabernakulum.

     Gdy po pewnym czasie otwarto tabernakulum, zdumionym oczom ukazał się następny cud. Wosk rozsypał się na kawałki, a hostia spoczywała na kryształowej podstawce. Te cudowne relikwie umieszczono następnie w złoto-srebrnej monstrancji o gruszkowatym kształcie, otoczonej „słonecznymi” promieniami. Kościół potwierdził cudowne wydarzenie, a świątynia ta nosi odtąd tytuł kościoła Świętego Cudu. W tym kościele ta święta hostia doznaje adoracji przez rzesze pielgrzymów z całego świata do dnia dzisiejszego.

      Czy dziś potrzeba nam takiego widzialnego znaku, aby kogoś przekonać o faktycznej obecności Chrystusa w kawałku eucharystycznego chleba? Czy podobny znak przekonałby tych, którzy mają wątpliwości? – Może! A czy przekonałby tych, którzy mają złą wolę? – Wątpię! Przecież sam Chrystus powiedział: „Nikt nie może przyjść do mnie kogo wpierw nie pociągnie mój Ojciec”.

       W filmie Mela Gibsona „Pasja” jest bardzo wzruszająca scena gdy po biczowaniu Jezusa Matka Jego, Maryja ściera z kamiennej posadzki krew Zbawiciela. Czyni to z ogromnym szacunkiem i wiarą. Jakby chciała, aby żadna kropla się nie zmarnowała. Ale czy ta scena wystarczy by dziś chwycić kogoś tak naprawdę za serce?

        Lotnisko Okęcie w Warszawie. Grupa naukowców i studentów wraca z męczącej podróży naukowo-turystycznej po Włoszech. Nadarza się okazja wygodnej jazdy samochodem osobowym do miejsca zamieszkania. Samochód może zabrać jednak tylko jeszcze jedną osobę. Grupa proponuje zajęcie wolnego miejsca najsłabszej z kobiet, uczestniczek wyprawy naukowej. Pani profesor dziękuje, nie korzysta z propozycji. Przyparta do muru nie szuka wymówek. Oświadcza, że nie była jeszcze dzisiaj na Mszy św. i u komunii św. Chce pójść teraz do kościoła, a potem nocnym pociągiem pojechać do domu. Był to dzień powszedni.

     Ta dzisiejsza procesja (tam gdzie pogoda pozwoli) z Chrystusem niesionym w dłoniach kapłana jest przypomnieniem się Pana wszystkim. Jest o­na świętym pochodem, który nikogo nie wyklucza i wszystkim błogosławi. Nawet tym, którzy stoją z boku trochę zadziwieni nic nie pojmując z tego cudu, który jest wśród nas. Celebrując jednak dzisiejszą uroczystość Ciała i Krwi Chrystusa nie możemy zapomnieć, że najpiękniejszą dla Niego monstrancją jest nasze serce.

       Niech Komunia św. przyjmowana  zawsze  z wiarą, będzie dla nas pokarmem na życie wieczne.” Niech przed Nowym Testamentem, starych praw ustąpi czas, co dla zmysłów niepojęte, niech dopełni wiara w nas.” Amen.

ks. Witold Koba

Litania Loretańska

1 maja 2020
Możliwość komentowania Litania Loretańska została wyłączona

Transmisja Mszy Świętej z Jasnej Góry – na żywo

1 maja 2020
Możliwość komentowania Transmisja Mszy Świętej z Jasnej Góry – na żywo została wyłączona

Transmisja Mszy Święta z Jasnej Góry:

w razie problemów wchodzimy w link poniżej

http://jasnagora.pl/pl/media/na-zywo/kaplica-matki-bozej/

Modlitwa o deszcz

26 kwietnia 2020
Możliwość komentowania Modlitwa o deszcz została wyłączona

Suplikacja

  1. Królu, Boże Abrahama, * w Tobie moc i dobroć sama!
  2. Wejrzyj na to ludzkie plemię, * a deszcz żyzny daj na ziemię.
  3. Niechaj zna lud prawowierny, * ześ jest Pan Bóg Miłosierny.
  4. A my Cię za ten dar wielki, * wielbić będziem na czas wszelki.
    (na melodię U drzwi Twoich…)

Modlitwa

Boże, w którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, Ty wiesz najlepiej czego
nam do życia potrzeba. Udziel nam deszczu, którego tak bardzo potrzebuje
spragniona ziemia. Chleba codziennego daj nam i w tym roku, abyśmy radując
się ziemskim życiem, z tym większą ufnością pragnęli pokarmu, który daje
życie wieczne. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Z braterskim pozdrowieniem
Biskup Sandomierski Krzysztof Nitkiewicz

„Mocni w Duchu” – program dla dzieci w Internecie

13 kwietnia 2020
Możliwość komentowania „Mocni w Duchu” – program dla dzieci w Internecie została wyłączona

Zapraszamy na cykl programów dla dzieci nagrywanych w czasie pandemii korono wirusa.

Piosenki, zajęcia plastyczne, nauka angielskiego – wszystko w nawiązaniu do Biblii. Wspólnota „Mocni w Duchu” codziennie od poniedziałku do piątku od godz. 11.00 do 12.30 zaprasza dzieci przed monitory, by urozmaicić im czas kwarantanny i wspomóc rodziców.

Program, prowadzony na żywo, przeznaczony jest dla dzieci w wieku od 6 do 10 lat. Bazuje on na doświadczeniu warsztatów muzycznych i Areny Młodych.

„Spotkania będą oparte o Słowo Boże. Będziemy uczyć dzieci piosenek, proponujemy zajęcia plastyczne, będziemy też uczyć angielskiego. Na miarę możliwości – spotkanie będą interaktywne” – zapowiadają organizatorzy.

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

12 kwietnia 2020
Możliwość komentowania Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego została wyłączona

Rezurekcja

DSC_0519   IMG_20200411_093604   DSC_0526   DSC_0532

DSC_0533   DSC_0534   DSC_0536   DSC_0550

Wielka Sobota

11 kwietnia 2020
Możliwość komentowania Wielka Sobota została wyłączona

Transmisja Liturgii Wielkiej Soboty z naszej parafii –  11 kwietnia 2020

DSC_0551   ws2   ws3   ws1

 

Wielki Piątek – kazanie pasyjne

10 kwietnia 2020
Możliwość komentowania Wielki Piątek – kazanie pasyjne została wyłączona

Liturgia Wielkiego Piątku jest wzruszającą kontemplacją tajemnicy Krzyża. Wzywa każdego wiernego, nie tylko do wspomnienia, lecz przeżywania bolesnej Męki Pana.

Po mozolnym i pełnym cierpienia trudzie, Jezus wchodzi z krzyżem na ramionach na szczyt Golgoty. Golgota, tak nazywało się miejsce ukrzyżowania Jezusa. Był to niewielki pagórek położony za miastem, obok publicznej drogi.

Po przybyciu na to miejsce, żołnierze zaczęli ustawiać krzyż. W między czasie, podano Jezusowi wino zmieszane z żółcią i gorzkimi ziołami. Taki napój przysługiwał skazańcom, aby oszołomienie nim, nie odczuwali bólu męki. Dzisiaj coś w rodzaju morfiny.

Jezus skosztował nieco tego napoju, ale nie chciał pić. Pragnął bowiem przytomnie i świadomie do końca odczuwać wszystkie okropności swej męki.

Teraz pozostało już tylko przymocowanie rąk i nóg Jezusa do krzyża. Według zwyczaju skazańców przybijano wielkimi gwoźdźmi, dla których przedtem wiercono otwory w drzewie krzyża. Dla Jezusa kaci źle obliczyli rozstaw otworów i musieli jedną rękę Chrystusowi naciągnąć sznurem, co spowodowało głuchy trzask kości w obojczyku.

Rozpoczęło się teraz długie, powolne konanie. Śmierć okrutna, bo jak zostało to udokumentowane, konanie na krzyżu przeciągało się w niektórych przypadkach nawet do trzech dni i trzech nocy. Skazaniec umierał najczęściej na wskutek uduszenia, polegającego na tym, że ciało wiszące na wykręconych rękach nie było już w stanie swobodnie oddychać.

Jeśli skazaniec był silny, mógł podciągać się za pomocą nóg, również przygwożdżonych do krzyża i w ten sposób zaczerpnąć powietrza. Gdy jednak sił brakowało, podciąganie się na nogach było niemożliwe. To dlatego, jak piszą Ewangeliści, dwóm skazańcom ukrzyżowanym z Jezusem połamano golenie, aby tym samym przyspieszyć im śmierć. Ciało bezwładnie opadało trzymając się już tylko na przybitych dłoniach.

Jezus, umęczony już wcześniej zadanymi torturami, biczowaniem i cierniem ukoronowaniem, był bardzo osłabiony, dlatego śmierć nastąpiła wcześniej. Nawet jak pisze św. Marek w 15 rozdziale swojej Ewangelii, sam Piłat zdziwił się, że Jezus już skonał.

Tylko jeden z żołnierzy jakby nie dowierzając, włócznią przebija bok Chrystusowi, z którego natychmiast wypłynęła krew i woda. Albowiem wbita włócznia, otworzyła opłucną, uszkodziła większe naczynia krwionośne płucne, otworzyła worek sercowy i uszkodziła mięsień sercowy wypełniony cieczą krwisto – surowiczną, czyli krwią i wodą. Było to dla żołnierza niezawodną i nieomylną rzeczywistością śmierci Chrystusa na krzyżu.

W tej właśnie chwili, jakby koniec świata zaczyna się dziać na Kalwarii. Najpierw słońce zaczyna ciemnieć stopniowo, potem zmienia kolor, czerwienieje, jakby zanurzało się w samej Krwi Chrystusa. Od krwawych promieni czerwonego słońca cała Kalwaria, cały świat staje się czerwony. Potem słońce nagle ciemnieje, a cała ziemia zamienia się jakby w straszny ciemny grób. Wśród tych ciemności błyskawice, zaczęły targać niebem. Wśród błyskawic, bicia piorunów, ziemia zaczęła się trząść, skały pękać. Nagle otwierają się groby, wychodzą z nich zmarli i udają się ku krzyżowi, aby złożyć hołd Ukrzyżowanemu. Cała przyroda drży w chwili śmierci swego Pana i Stwórcy.

Ofiara krzyża skończona. KONIEC. Tak by się wydawało, lecz to jest dopiero początek. Koniec Męki, a początek zbawienia dusz ludzkich. Od tej chwili, krzyż ma dla nas wartość zbawczą.

Krzyżu Chrystusa, bądźże pochwalony,

Na wieczne czasy bądźże pozdrowiony:

Ta sama krew Cię skropiła,

Która nas z grzechów obmyła…

Jesteśmy zaproszeni do zgłębiania tajemnicy Krzyża. Uczestniczymy w tej Męce poprzez nasze codzienne zmagania z trudnymi sytuacjami, cierpieniem, własną słabością, które są dla nas okazją do duchowego umierania z Chrystusem.

Z chwilą śmierci Chrystusa na krzyżu, stał się on znakiem zwycięstwa nad szatanem i grzechem, symbolem zbawienia, chwały, chluby, mocy i nadziei. Toteż krzyżowi przysługuje kult uwielbienia.

Rozpoczął się on w V w. w Jerozolimie w dniu 14 września, tj. po rocznicy poświęcenia świątyni Zmartwychwstania. Z tej rocznicy wyłoniło się odrębne święto, które przejął Kościół powszechny.

Krzyż przemieniony przez Jezusa, stał się znakiem honoru. Dlatego ludzie zasłużeni otrzymują Krzyż Wielki, Krzyż Komandorski, Oficerski, Kawalerski, Złoty, Srebrny, Brązowy. Zasłużeni wybitnie na polu walki zostają wyróżnieni krzyżem Virtuti Militari, Krzyżem Walecznych, Krzyżem Niepodległości, Krzyżem Powstańców.

Ale szczerze rzecz biorąc krzyż powinni nosić tylko ludzie wierzący. Dla niewierzącego bowiem żaden krzyż nie błyszczy majestatem Męki Jezusa i nadal ma w sobie coś „z szubienicy”. Krzyż dla wierzących jest i pozostanie zawsze znakiem zwycięskim, niepokonanym.

Wciąż aktualne pozostają słowa wieszcza Zygmunta Krasińskiego (1812-1859) z poematu Nie-boska komedia, wypowiedziane przez hrabiego Henryka do ateisty Pankracego: „Widziałem ten Krzyż, bluźnierco, w starym Rzymie. U stóp jego leżały gruzy potężniejszych sił niż twoje. Sto bogów twemu podobnych walało się przed nim w pyle. A on stał na wysokościach. Ramiona swe wyciągał na Wschód i Zachód. Czoło swe święte maczał w promieniach słońca. Znać było, że jest Panem świata”. Pankracy tonąc w niewymownym świetle, widzi, że przegrał, że został pokonany i woła: Galileae vicisti! (Galilejczyku, zwyciężyłeś!).

Wielki kompozytor Ludwik van Beethoven powiedział: że krzyże w życiu pełnią rolę, jak krzyżyki w muzyce: „podwyższają”

Prawdopodobnie każdy człowiek przeżyje w swoim życiu dzień Podwyższenia Krzyża. Nikogo on nie ominie. Przychodzi w różnym czasie, w różnym wieku, nawet i w dzieciństwie.

To zdarzenie miało miejsce w obozie oświęcimskim:

Ostatnie promienie zachodzącego słońca padały na kolczaste druty obozu oświęcimskiego. Z obozu czeskiego do polskiego szło małe dziecko, w pasiakach. Na piersiach litera ,,P”, to znaczy, że to polskie dziecko. A kiedy ten chłopiec poznał ze nadchodzi SS-man cały drgnął, bo on wiedział co to spotkanie z Niemcem. Chciał uciekać, ale zorientował się ze nie zdąży. Idzie dalej i stało się to, czego się spodziewał.

Kiedy Niemiec przyszedł, chwycił to polskie dziecko za kołnierz, zaczął potrząsać, aż pękły pasiaki. Na piersiach chłopca zobaczył mały drewniany krzyżyk, zawieszony na sznureczku. SS-man, nie może spokojnie patrzeć na krzyż, dlatego zrywa go z piersi chłopca i rzuca na ziemię. Mówi: „Podepcz! Jak nie podepczesz to zabiję”.

To dziecko jakby nie słyszało tej groźby. Klęka, podnosi krzyżyk z ziemi, przyciska do ust i całuje. Nie wytrzymał tego Niemiec, jednym kopnięciem powała to polskie dziecko na ziemię i zaczyna po nim deptać żołnierskimi butami. Zatrzeszczały kości, polała się krew, zdeptał okrutny SS-man to polskie, niewinne dziecko za krzyż. A to dziecko, jedną rączkę ściska, jakby zaciskał pięść, a drugą palce z bólu wbija w ziemię, jakby chciało pytać, za co? Ale nie koniec na tym.

Wieczorem, więźniowie zebrali się na apel. Patrzą, ciągną to polskie dziecko nieżywe. Za nim ciągnie się jego rączka, a w tej rączce coś trzyma, patrzą a to krzyżyk. Zaciśnięta rączka skostniała już z zimna, ale trzyma krzyżyk, bo ten krzyżyk od ojca, od matki.

Popatrzcie, to dziecko dało się podeptać, ale krzyżyka z ręki nie wypuściło. Oddało życie za wiarę, oddało życie za Krzyż, bo w Jego ranach jest nasze zdrowie i nasze zbawienie.

Panie, Ty widzisz, krzyża się nie lękam,

Panie, Ty widzisz, krzyża się nie wstydzę,

Krzyż Twój całuje, pod krzyżem uklękam,

Bo na tym krzyżu Boga mego widzę.

Niech zatem spoglądanie na ten znak wiary i zwycięstwa oraz przeżywania Wielkiego Piątku, daje nam wierząc, że w „krzyżu miłości nauka, i kto krzyż odgadnie, ten nie upadnie”, zaowocuje nowa skalą wartości.

Byśmy nie uciekali od tego wszystkiego, co w naszym życiu układa się w kształt krzyża, lecz z wiarą naśladowali Maryję, która wiernie do końca stała pod krzyżem swego Syna. Amen!   Ks. Witold Koba 

DSC_0464   DSC_0467   DSC_0473   DSC_0479

DSC_0482   DSC_0485   DSC_0494   DSC_0495

DSC_0498   DSC_0503   DSC_0507   IMG_20200411_100935

Wielki Czwartek

9 kwietnia 2020
Możliwość komentowania Wielki Czwartek została wyłączona

Staszowska karawaka

           Krzyż, jako symbol wiary chrześcijańskiej odnajdujemy w wielu miejscach naszego życia i otaczającej nas przestrzeni.  Znak krzyża, choć konstrukcyjnie prosty, w twórczości artystycznej przybiera często piękny, artystyczny rysunek i oprawę plastyczną, posiada także wiele wariantów. Ze względu na panującą obecnie pandemię koronawirusa pragnę w tym miejscu wspomnieć, o jednym z nich, a mianowicie o krzyżu o dwóch belkach ( krzyż patriarchalny).  zwanym Karawaką,  a  także  krzyżem morowym czy cholerycznym.   

          Pierwszy taki krzyż postawiono w XVI wieku w miejscowości Caravaca – stąd nazwa krzyża.    Caravaca to miasto leżące na południu Hiszpanii, które wielokrotnie było świadkiem cudownych wydarzeń związanych  z  przechowywanym  tu krzyżem. W czasie prześladowań chrześcijan   przez Maurów, arabski  władca zażądał odprawienia przez uwięzionego kapłana mszy św. Nie było jednak krzyża. Krzyż przynieśli  aniołowie i ksiądz przed nim odprawił mszę św. Poruszony tym znakiem wódz Maurów przyjął chrześcijaństwo. Jak się później okazało „krzyż z nieba” zawierał relikwie prawdziwego Krzyża, na którym zawisł nasz Zbawiciel. Przybywający do Caravaca pielgrzymi wielokrotnie doświadczali cudów uzdrowień duszy i ciała, szerząc tym samym kult tego cudownego Krzyża.   Do Polski krzyż ten przywędrował wraz z relikwiami Drzewa Krzyża Świętego.   Zaczęto wtedy powszechnie nosić relikwiarzyki w kształcie małych karawak.  Natomiast w czasie „morowego powietrza” mieszkańcy wsi i miast stawiali duże krzyże, aby zaraza omijała ich domostwa.   Z wybuchem każdej epidemii odnawiał się kult do Krzyża o dwóch ramionach. Krzyże te, jeszcze dziś możemy spotkać w wielu miejscowościach.

        Staszów i cała Ziemia Staszowska w przeszłości doświadczyła także wiele straszliwych epidemii. edno z tych wydarzeń, które nawiedziło te tereny upamiętnia bodajże jedyna na terenie powiatu staszowskiego karawaka. Krzyż ten stoi na niewielkim pagórku (kopcu), tuż przy drodze pomiędzy  Podborkiem i Pacanówką. Jak poinformował mnie historyk dr Sławomir Maj nie wiadomo dokładnie, kiedy ten krzyż postawiono. Krzyż ten, z powodu gnicia od ziemi belki pionowej i ciągłego ponownego jej wkopywania zatracił swe pierwotne proporcje.

        Żywą pamiątką po panującej w Staszowie w 1821 roku zarazie, jest coroczna pielgrzymka staszowian do sanktuarium Pani Sandomierskiej  w Sulisławicach.  Na swej „fejsbukowej” stronie Agata Łucja Bazak znana staszowska pisarka, i nauczycielka religii napisała: „Matka Boża w cudownym wizerunku Pani Sulisławskiej od blisko czterech wieków opiekuje się mieszkańcami Staszowa. Jej cudowny wizerunek skrywa kościół pw. Narodzenia NMP w Sulisławicach, miejscowości oddalonej od Staszowa około 24 km. Wdzięczni staszowianie pieszo pielgrzymują do Matki Bożej każdego roku. Tradycja pieszego pielgrzymowania w obydwie strony tj. do sanktuarium w Sulisławicach i z sanktuarium do Staszowa nieprzerwanie trwa już blisko 200 lat”.  Natomiast ks. Wawrzyniec Siek w swym „Opisie historycznym parafii i miasta Staszów” wspominał: „W 1821 r.   straszna cholera grasowała w Staszowie. Staszowianie ofiarowali się do M. B. Sulisławskiej. Po oktawie Bożego Ciała udała się do Sulisławic liczna kompania. Nieśli ze sobą krzyż wielki (zapewne karawakę dop. mój), żeby go umieścić w tym miejscu,  z którego ujrzą wieżę kościoła sulisławskiego. Postawili go na Zgórsku. Od tego dnia ustała cholera, ani jeden człowiek nie umarł”.  Pamiątką z tamtych czasów jest cmentarz na Pocieszce, na którym chowano zmarłych na cholerę.  Pielgrzymki do Sulisławic zawsze poprzedza msza św. odprawiana właśnie na tym cmentarzu i jest sprawowana za zmarłych i w intencji pielgrzymów.

         Jak straszne były to chwile przytoczę tu jeszcze raz ks. W. Sieka: „Podanie niesie, że w czasie ogromnej cholery – jaka nawiedziła Staszów w 1705 r. braciszek reformatów z Sandomierza Józef Hotyński chowając zmarłych i dla siebie […]  grób wykopał. Kiedy doznał objawów cholery, wszedł do grobu i tam życie zakończył. Ludzie tak wymierali, że nie miał kto go pochować”.

            Dla upamiętnienia tych, jakże bolesnych dla naszej staszowskiej wspólnoty wydarzeń, a także z uwagi na obecnie panującą pandemię  COVID –  19 wykonałem „Staszowską karawakę”. Na  ramionach krzyża zamiast tradycyjnych napisów będących skrótami modlitw i wezwań – wyryłem daty: 1656, 1705, 1821, 1849 i 1893 – kiedy to, w Staszowie i okolicy morowe powietrze zbierało swe śmiertelne żniwo. Natomiast w górnej części belki pionowej umieściłem rzeźbiony z jednego kawałka drewna wizerunek ukrzyżowanego Chrystusa, poniżej datę 2020, a w części dolnej medalion Matki Boskiej Bolesnej Sulisławskiej. Końce belek zakończone są trójliściem – symbolem Trójcy Świętej (krzyż św. Zachariasza).

        Nawiązując do obchodzonego właśnie wyjątkowego tegorocznego Triduum Paschalnego w trójliściach wykonałem pięć otworów będących symbolem Pięciu Ran Chrystusa. Całość pracy utrzymana jest w stylu współczesnej sakralnej sztuki ludowej. Karawaka ta, jest obecnie elementem wystroju w czasie Triduum Paschalnego w kościele pw. Św. Barbary w Staszowie.

IMG_20200411_093536   IMG_20200411_093659  DSC_0464

       Pamiętajmy, karawaka nie jest amuletem i nie należy przypisywać jej magicznych mocy. Natomiast noszenie Karawaki, zresztą jak każdego innego Krzyża, czy medalika jest swoistym wyznaniem wiary i oznaką zaufania i ucieczki do Pana Boga w czasach, w których doświadczają nas epidemie i inne klęski żywiołowe. Dziś, kiedy szukamy wsparcia, pomocy i ochrony przed koronawirusem powróćmy do Karawaki i w tym ciężkim dla nas wszystkich czasie, jeszcze mocniej przylgnijmy do Krzyża.

                                                                                 „Króluj nam Chryste” Józef Żak

I- III cz. Gorzkich Żali – Triduum Pachalne

4 kwietnia 2020
Możliwość komentowania I- III cz. Gorzkich Żali – Triduum Pachalne została wyłączona

Kazanie pasyjne:

« Poprzednia stronaNastępna strona »