Boże Ciało 2020

         

         

         

         

      Trudno jest współczesnemu człowiekowi uwierzyć w realną obecność Boga w Komunii św. Na co dzień zbyt mocno tkwimy w realiach tego świata. Świat Boga i Jego Nadprzyrodzoność stają się dla nas nie do pojęcia i niezrozumiałe.

       W Biblii, Jezus ukazuje się nam jako prawdziwy chleb z nieba, przewyższający cudowną mannę z czasów przejścia Izraelitów przez pustynię. Mówi  nam: “Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata”. Żydzi buntują się mówiąc: “Jak On może nam dać swoje ciało do spożycia”. W odpowiedzi na to Jezus mówi coś więcej, że spożywanie Jego ciała i Krwi jest niezbędne, by mieć życie w sobie i to życie trwające na wieki. Uczniowie kiwają głowami i stwierdzają: “Trudna jest ta mowa”. Zaś ewangelista dodaje: „Odtąd wielu uczniów jego odeszło i już z nim nie chodzili”.

      Co prawda Apostołowie zostali, ale i oni nie rozumieli do końca trudnych słów Chrystusa. Bóg uwzględnia braki ludzkiej wiary, nie potępia niedowiarków, ale pragnie nam pomóc w zrozumieniu tej tajemnicy. Zna ludzkie słabości, o których Jezus powiedział: “Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie”. Po tych słowach Ewangelia pokazuje, że uczynił jeszcze jeden cudowny znak swej mocy, by wzmocnić ludzką wiarę. Taki był też sens cudu, który się dokonał we włoskiej Bolsenie, przy grobie św. Katarzyny.

      Cudowny znak został dany czeskiemu kapłanowi Piotrowi, pielgrzymującemu do Rzymu w 1263 roku. Pragnął on przy grobie swego patrona Apostoła Piotra, umocnić swoją osłabioną wiarę, zwłaszcza w obecność Chrystusa w Eucharystii, która w owym czasie przez wielu była kwestionowana. Gdy odprawiał Mszę św. w krypcie gdzie był grób męczennicy św. Katarzyny, podczas Komunii oniemiał. Z trzymanej w palcach Hostii, przeistoczonej już postaci Ciała Chrystusa, zaczęła skapywać krew pozostawiając na korporale widoczne ślady. Cudzoziemiec zadrżał, krzyknął, i padł zemdlony. Wyniesiono go do zakrystii i co dziwne zapomniano o nim, wszyscy bowiem pobiegli podziwiać pozostawiony na ołtarzu korporał z kroplami Krwi.

     W tym czasie niedaleko w Orvieto przebywał papież Urban IV. Wysłał on szybko tam swoich ekspertów, aby zbadali całą sprawę. Po stwierdzeniu prawdziwości, eksperci zabrali ze sobą relikwie i wyruszyli w drogę powrotną do Orvieto. Na ich spotkanie wyszedł papież, na moście di Rivochiaro (most Słońca) nastąpiło przekazanie korporału papieżowi, który podniósł go i ukazał wszystkim wiernym. To właśnie wydarzenie dało początek procesjom ku czci Ciała i Krwi Pańskiej.

    Święto Bożego Ciała dotarło do Polski w 1320 roku, czyli w czasach króla Władysława Łokietka. W naszej polskiej tradycji to święto miało związek z odwróceniem nieszczęść oraz uproszeniem pogody i błogosławieństwa plonów.

    „Oto wielka tajemnica wiary”. Słyszymy te słowa w istotnym momencie Mszy św., gdy złożone przez nas dary chleba i wina stały się Ciałem i Krwią Chrystusa. Tak wyznajemy Jego Tajemniczą obecność w Eucharystii. Widzimy Go tu nie cieleśnie, ale oczyma wiary. Bóg wkracza w nasz świat pod postacią rzeczy widzialnych. Aby więc Ciało i Krew Chrystusa były dla nas duchowym, boskim posiłkiem, podawane są nam jakby były zwykłym pokarmem i napojem nie pod postacią ciała i krwi, ale pod postaciami chleba i wina, ale jednak jest to Ciało i Krew Pańska.

       Dziwne jest jednak i paradoksalne, że ludzie wolą dziś wierzyć horoskopom, wróżbom, czarom, jakimś dziwnym przywódcom, a nie ufają do końca słowom Jezusa.

     W miasteczku Santarem położonym 50 km od Fatimy, żyła uboga kobieta cierpiąca z powodu swego niewiernego męża. Nie mogąc znieść dłużej tej udręki, udała się do wróżki, od której otrzymała obietnicę pomocy w zamian za konsekrowaną Hostię. Po długim wahaniu kobieta przyjęła komunię świętą w kościele św. Stefana i wyjąwszy ją z ust, owinęła w welon i skierowała się do wróżki. Po kilku krokach Hostia zaczęła krwawić tak obficie, że krople kapiące z welonu przyciągnęły uwagę przechodniów. Widząc zakrwawioną rękę, pośpieszyli kobiecie z pomocą, lecz ta pobiegła szybko w stronę domu, zostawiając za sobą ślady krwi. Chcąc ukryć zakrwawiony welon z Hostią, zamknęła ją w skrzyni. W nocy tajemnicze światło wydobywające się ze skrzyni oświetliło wnętrze domu i kobieta zmuszona była wyznać swój czyn przed mężem. Przejęci czcią padli na kolana, a nad ranem wezwali kapłana. Wieść o cudownym wydarzeniu rozniosła się po okolicy, przyciągając ogromne tłumy. Wkrótce potem władze kościelne zarządziły oficjalny proces. Cudowna Hostia została przeniesiona w procesji do kościoła św. Stefana, zamknięta w woskowej puszce i złożona w tabernakulum.

     Gdy po pewnym czasie otwarto tabernakulum, zdumionym oczom ukazał się następny cud. Wosk rozsypał się na kawałki, a hostia spoczywała na kryształowej podstawce. Te cudowne relikwie umieszczono następnie w złoto-srebrnej monstrancji o gruszkowatym kształcie, otoczonej „słonecznymi” promieniami. Kościół potwierdził cudowne wydarzenie, a świątynia ta nosi odtąd tytuł kościoła Świętego Cudu. W tym kościele ta święta hostia doznaje adoracji przez rzesze pielgrzymów z całego świata do dnia dzisiejszego.

      Czy dziś potrzeba nam takiego widzialnego znaku, aby kogoś przekonać o faktycznej obecności Chrystusa w kawałku eucharystycznego chleba? Czy podobny znak przekonałby tych, którzy mają wątpliwości? – Może! A czy przekonałby tych, którzy mają złą wolę? – Wątpię! Przecież sam Chrystus powiedział: „Nikt nie może przyjść do mnie kogo wpierw nie pociągnie mój Ojciec”.

       W filmie Mela Gibsona „Pasja” jest bardzo wzruszająca scena gdy po biczowaniu Jezusa Matka Jego, Maryja ściera z kamiennej posadzki krew Zbawiciela. Czyni to z ogromnym szacunkiem i wiarą. Jakby chciała, aby żadna kropla się nie zmarnowała. Ale czy ta scena wystarczy by dziś chwycić kogoś tak naprawdę za serce?

        Lotnisko Okęcie w Warszawie. Grupa naukowców i studentów wraca z męczącej podróży naukowo-turystycznej po Włoszech. Nadarza się okazja wygodnej jazdy samochodem osobowym do miejsca zamieszkania. Samochód może zabrać jednak tylko jeszcze jedną osobę. Grupa proponuje zajęcie wolnego miejsca najsłabszej z kobiet, uczestniczek wyprawy naukowej. Pani profesor dziękuje, nie korzysta z propozycji. Przyparta do muru nie szuka wymówek. Oświadcza, że nie była jeszcze dzisiaj na Mszy św. i u komunii św. Chce pójść teraz do kościoła, a potem nocnym pociągiem pojechać do domu. Był to dzień powszedni.

     Ta dzisiejsza procesja (tam gdzie pogoda pozwoli) z Chrystusem niesionym w dłoniach kapłana jest przypomnieniem się Pana wszystkim. Jest o­na świętym pochodem, który nikogo nie wyklucza i wszystkim błogosławi. Nawet tym, którzy stoją z boku trochę zadziwieni nic nie pojmując z tego cudu, który jest wśród nas. Celebrując jednak dzisiejszą uroczystość Ciała i Krwi Chrystusa nie możemy zapomnieć, że najpiękniejszą dla Niego monstrancją jest nasze serce.

       Niech Komunia św. przyjmowana  zawsze  z wiarą, będzie dla nas pokarmem na życie wieczne.” Niech przed Nowym Testamentem, starych praw ustąpi czas, co dla zmysłów niepojęte, niech dopełni wiara w nas.” Amen.

ks. Witold Koba