Strona główna » Bez kategorii » 1 Listopada – Uroczystość Wszystkich Świętych

1 Listopada – Uroczystość Wszystkich Świętych

1 listopada 2019

   Suną dziś sznury samochodów na cmentarze, płynie morze pieszych, by odwiedzić groby zmarłych. Gwar i zgiełk, bo tyle się nie widzieliśmy, bo tyle wydarzeń od poprzedniego spotkania, tyle słów do wypowiedzenia. Życie toczy się dalej, ale dziś jest jakoś inaczej. Choćbyśmy nie wiem jak byli pochłonięci światem, pracą, rodziną, dziś to wszystko zderza się z inną rzeczywistością. Dziś każdy, choć może o tym nie powie na głos, jednak pomyśli w zadumie o śmierci.

   Nie chcemy mówić o śmierci, nie chcemy mówić o odchodzeniu. Z bólem wspominamy widok bliskich w trumnie i ich pogrzeb.

  Ale dzisiejsza Uroczystość Wszystkich Świętych, pozwala nam spokojnie przyjmować tę rozłąkę, dziękować Bogu za zbawienie, za niebo, za Jego odkupieńczą śmierć na krzyżu.

   Cieszymy się, że nasi krewni, bliscy, znajomi, nasi przodkowie osiągnęli chwałę nieba. To jednak nie da się ukryć, że w naszej pamięci niektóre tylko imiona przeżyły. Niektóre tylko postacie pozostały przy nas na co dzień, niby starzy, dobrzy znajomi, może nawet przyjaciele.

   Józef, bo ciągle idzie w parze z Najświętszą Maryją Panną, a Tej się nie zapomina. Franciszek, bo zaczynamy się martwić o naszą przyrodę. Florian, ponieważ pamięta o nim straż pożarna, podobnie jak Krzysztofa plakietki samochodowe z jego podobizną. Antoni, bo ciągle coś gubimy. I wiele jeszcze innych imion i nazwisk.

   Minęły czasy, gdy w każdym katolickim domu leżały na komodzie pięknie oprawione żywoty świętych, z których czytało się coś tam wieczorami i szło potem spać z wypiekami na twarzy i mokrymi oczyma, dlaczego to nie ja jestem taki i co zrobić, żeby takim być, by osiągnąć świętość.

   Coraz mniej już takich domów i komód, coraz mniej, a gdzie jeszcze są, to stoi na nich telewizor i rządzi całym rodzinnym wieczorem. Święci zeszli w cień. Mało kto ich już zna, mało kto się do nich modli. No cóż. Inne czasy, inne mody, inne zapotrzebowania.

   Pomimo tego dobrze, że pozostał nam w roku taki dzień, w którym pozdrawiamy wszystkich naszych świętych w niebie tych z imienia i nazwiska, jak i nieporównanie większą rzeszę innych, bezimiennych „z każdego narodu, ludów i języków”, których podobnie jak tamtych pierwszych, Bóg uznał za swoich przyjaciół i zaprosił na niekończące się wielkie gody Baranka.

   Bronisława mieszkała w niewielkiej wiosce niedaleko Leżajska. Prowadziła z mężem niewielkie gospodarstwo. Mieli wspaniałych czterech synów. W tej głęboko wierzącej rodzinie widać było wzajemną miłość i szczęście z przebywania razem, nawet w najtrudniejszych momentach życia.

   Pewnego dnia 25 – letni syn, Marek zaczął się skarżyć na ból głowy. Z każdym dniem ból się nasilał i już nie pomagały tabletki przeciwbólowe. Młodzieniec został skierowany na specjalistyczne badania. Diagnoza była druzgocząca: złośliwy nowotwór mózgu.

   Rozpoczęło się leczenie. Chemoterapie i naświetlenia zdawały się nie pomagać. Lekarze przygotowywali rodzinę na najgorsze.

   Jednak rodzina się nie poddawała lecz „szturmowała” niebo, a szczególnie błagała Boga o uzdrowienie Marka. Widocznie modlitwa dotarła do Stwórcy, bo w procesie chorobowym Marka, zaszły nieprzewidziane zmiany

   Ku zaskoczeniu lekarzy, zaczął on wracać do zdrowia, aż przyszedł moment, kiedy diagnoza lekarska wykazała, że nie ma śladu po chorobie nowotworowej. Ogromna radość i dziękczynienie Bogu, wypełniły serca członków rodziny, a szczególnie matki.

    Niedługo jednak trwała ta radość. Bronisława zaczęła odczuwać problemy zdrowotne. Pojawiały się bóle brzucha, nudności. Zaczęła także chudnąć. Udała się do lekarza, który stwierdził raka trzustki. Rak był już w zaawansowanym stadium, tak, że już było za późno na skuteczne leczenie. Rozpoczęto kurację, ale lekarze nie dawali prawie żadnych szans. I rzeczywiście po dwóch miesiącach Bronisława zmarła, mając 59 lat.

   Pogrzeb odbył się w Leżajsku. Podczas Eucharystii kościół wypełnił się do ostatniego miejsca. Trudno było powstrzymać łzy wzruszenia, gdy czterech synów niosło trumnę swojej matki.

   Po pogrzebie siostra zakonna, Agnieszka, opowiedziała niezwykłą historię o zmarłej. Bronisława modliła się o uzdrowienie syna i prosiła także siostrę zakonną w tej intencji.

   Zwierzyła się także siostrze, że prosi Boga, aby jeśli to możliwe choroba syna przeszła na nią. A mówiła to z całą żarliwością kochającego matczynego serca. Za wielką łaskę poczytywałaby sobie oddanie swego życia za syna.

   Bóg wysłuchał jej prośby zapewne ze względu na żarliwość i natarczywość modlitwy.

   Wszyscy pamiętają Bronisławę jako wspaniałą, bogobojną kobietę. Mimo trudności i cierpień, jakich życie jej nie szczędziło, była zawsze pogodna, uśmiechnięta, życzliwa dla każdego.

   Nigdy nie powiedziała złego słowa o bliźnim. Nawet w cierpieniu, gdy się z nią rozmawiało, to czuło się pokój Boży emanujący od niej, który udzielał się także rozmówcy.

   W czasie dzisiejszej Uroczystości Wszystkich Świętych, Marek stanie zapewne nad grobem swojej mamy. Będzie dziękował za nią Bogu. Będzie się modlił za nią nad grobem i w kościele, gdzie usłyszy słowa czytań mszalnych na dzisiejszą uroczystość:

   „Potem ujrzałem wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem donośnym tak wołają: <<Zbawienie Bogu naszemu, zasiadającemu na tronie, i Barankowi>>”.

   Jest to nieprzeliczona rzesza świętych, którym w dniu dzisiejszym oddajemy chwałę i prosimy o ich wstawiennictwo za nimi.

   Marek wśród tej rzeszy świętych, będzie widział swoja mamę, bo przecież inaczej być nie może. Taka miłość nie może zginąć bezowocnie.

   Chrystus powiedział, że nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś oddaje swoje życie za drugiego człowieka.

   Nie tylko Marek, ale wielu z nas w tym dniu, w modlitewnej zadumie pochyli się nad grobami swoich bliskich, wierząc głęboko, że oni doświadczają radości nieba w gronie nieprzeliczonej rzeszy świętych.

   Potrzebujemy świętych, jako uczniowie Chrystusa, po to byśmy dzięki nim odnaleźli samego siebie i samego siebie odmieniali.

   Potrzebujemy słów kazania z Góry Błogosławieństw, które ukazują najdoskonalszą drogę do nieba. Niech te słowa, będą w naszym życiu odbiciem Tego, który je głosił, prawdziwego Światła, które przyszło na świat, aby każdy, kto w Ciebie wierzy, nie umarł, ale miał życie wieczne. Amen!

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      Ks. Witold Koba

Bez kategorii