Strona główna » Bez kategorii » Medytacje nad Ewangelią …

Medytacje nad Ewangelią …

8 września 2019

      W miniony poniedziałek, jak co roku na początku września, przeżywaliśmy uroczyste rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Po wakacyjnej przerwie, szkolne sale i boiska znowu wypełniły się uczniami. Nauczyciele i katecheci na nowo podjęli swą pracę z uczniami.

Także dzisiejsza Ewangelia ma z tematem szkoły trochę wspólnego. Aż trzy razy spotykamy w dzisiejszej Ewangelii słowo uczeń. Jezus poucza nas dziś o tym, kto może być uczniem w Jego szkole, w której On sam jest jedynym Nauczycielem.

Podczas swojej publicznej działalności, Jezus, jako wędrowny nauczyciel, prowadził szczególnego rodzaju szkołę. Różniła się ona znacznie od szkół, jakie znamy dzisiaj, natomiast pod wieloma względami była podobna. Na przykład już w szkołach starożytnych zdarzało się czasem, że tak jak to niekiedy bywa także dzisiaj, niektóre szkoły były bardzo popularne, garnęły się do nich całe tłumy kandydatów na uczniów. Taką właśnie sytuację zdaje się przeżywać szkoła Jezusa w usłyszanym przez nas przed chwilą fragmencie Ewangelii. Na początku dzisiejszej Ewangelii, w pierwszym zdaniu, słyszymy stwierdzenie św. Łukasza: Wielkie tłumy szły z Jezusem. Gdy dziś jakaś szkoła cierpi na nadmiar kandydatów, z reguły organizuje się egzaminy wstępne. Ich celem jest, aby spośród wszystkich chętnych wybrać tych najlepszych.

Co robi Jezus widząc, że idą za Nim wielkie tłumy kandydatów na uczniów? Jezus nie organizuje egzaminów wstępnych do swej szkoły. Czyni jednak coś bardzo podobnego do egzaminów wstępnych, ponieważ zwraca się do idącego za Nim tłumu i podaje warunki, jakie spełnić muszą kandydaci do Jego szkoły. Cóż to za warunki? Jezus podaje ich trzy: Wyrzekać się wszystkiego. W zakończeniu dzisiejszej Ewangelii Jezus oznajmia: „Nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”.

A przecież w życiu wszystko ma swoją cenę. I tylko świadomość tej ceny daje szansę osiągnięcia zamierzonego celu i prawdziwą satysfakcję życia.

Pewnego razu do Matki Teresy z Kalkuty przyszli młodzi ludzie, którzy pragnęli przyłączyć się do wspólnoty przez nią założonej. Matka Teresa nie pozostawiła im żadnych wątpliwości co do drogi, na jaką się decydują. Powiedziała: „Nasza praca jest ciężka. Służymy biednym i bezdomnym dwadzieścia cztery godziny na dobę”. Młodzi ludzie nie zrazili się tą perspektywą. Z ochotą włączyli się w tę służbę. Odnaleźli w niej radość i niezwykle głębokie poczucie sensu swojego życia.

    Nosić krzyż. Kolejny warunek do spełnienia przez kandydatów do szkoły Jezusa brzmi: „Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem”. Co znaczy nosić swój krzyż? To znaczy przyjąć, zaakceptować w sposób twórczy to, co trudne, bolesne i nieznośne we mnie i wokół mnie. W książce „Mój Chrystus połamany” autor pisze: „Krzyż mają wszyscy. Bez wyjątku. Jest to prawo własności, którego nie można się zrzec. Każdy człowiek ma swój własny krzyż. Niesiemy go od dzieciństwa, poprzez młodość, życie dorosłe, a szczególnie nabiera na wadze w latach starszych. I wszyscy go niesiemy na plecach.

Nie buntujmy się wobec krzyża. Nie próbujmy z nim walczyć, gdyż go nie zwyciężymy. Szanujmy krzyż. Jezus przeszedł drogę krzyża, stąd uczeń Jego winien przebyć podobnie drogę swego życia, aby Go naśladować i z Nim współpracować. Przyjęty w pokorze przez swoich uczniów przynosi zbawienie i błogosławieństwo.

    Mieć w nienawiści. Trzeci warunek, którego wypełnienie jest niezbędne, aby stać się uczniem Chrystusa, sięga największej głębi ducha ludzkiego: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”. I znowu zapytajmy: co znaczy, w kontekście dzisiejszej Ewangelii, mieć w nienawiści? Oczywiście nie może tu chodzić o uczucie nienawiści w sensie dosłownym, ale o postawienia miłości Boga ponad wszystko i wszystkich, nawet ponad najbliższych.

Alina była uczennicą liceum medycznego. Wśród swoich koleżanek odznaczała się nie tylko urodą, ale także doskonałymi ocenami w nauce. Była przy tym dziewczyną głębokiej wiary. Rodzice wiązali z karierą córki wielkie nadzieje. Legły jednak one w gruzach, gdy Alina w ostatniej klasie liceum podjęła stanowczą decyzję wstąpienia do zakonu. Nie pomogły łzy i prośby matki, która nie widziała swojej jedynej córki na drodze zakonnej. Po zdaniu matury Alina przywdziała habit i przybrała nowe imię zakonne Agnieszka. Gdy z czasem rodzice zaczęli akceptować ten wybór, wtedy zostali poddani następnej próbie. Siostra Agnieszka zdecydowała się na wyjazd do Afryki i pracę wśród najbardziej potrzebujących. Po kilku latach przyjechała na wakacje, aby podreperować nadszarpnięte zdrowie. Z powodu słabego zdrowia proponowano jej pozostanie w Europie. „Ja muszę wracać do swoich podopiecznych w Afryce, oni potrzebują mojej pomocy, a przez nich o pomoc prosi sam Jezus” – odpowiada siostra Agnieszka. Nie może odmówić Jezusowi, którego postawiła w swoim życiu na pierwszym miejscu.

Przed wyjazdem do Afryki mama ze łzami żegna córkę, ale wie, że prawdziwe szczęście bywa nieraz bardzo trudne.

Jest to jeden z wielu przykładów ukazujących, w jaki sposób słowa Jezusa: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”.

Słowo „nienawiść” w tym przypadku nie ma dosłownego znaczenia, jest raczej formą bardzo mocnego podkreślenia prawdy; być uczniem Jezusa to znaczy postawić Go w życiu na pierwszym miejscu.

Już wiele stuleci temu wielki św. Augustyn wypowiedział słowa, które pozostają niezmiennie aktualne do dnia dzisiejszego: Tam, gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu.

Oto trzy warunki stawianych przez Jezusa kandydatom do Jego szkoły. Poza tymi wymaganiami w Jezusowej szkole nie ma innych ograniczeń, które byłyby związane np. z wiekiem kandydatów, ich stanem zdrowia czy ilorazem inteligencji. Starajmy się i my spełniać te Jezusowe warunki, by stawać się Jego uczniami.

Nauka w szkole Jezusa trwa nieprzerwanie – także dziś, w niedzielę. Jak lekcyjny dzwonek rozlegają się dzwony kościelne a z nich wydobywa się głos Nauczyciela i Mistrza: Przyjdźcie do Mnie wszyscy… i uczcie się ode Mnie. Amen! 

( … )

Bez kategorii